poniedziałek, 4 czerwca 2012

Natura czy biologia? Jedno i drugie - czyli rzecz o wychowaniu dzieci

Kochani,

Już niedługo na moim blogu pojawi się recenzja do książki "Jak wychować szczęśliwe dziecko" a tym czasem prezentuję Wam wywiad z dr Aleksandrą Piotrowską, psychologiem dziecięcym. Wywiad został przesłany przez Wydawnictwo Literackie

Natura czy biologia? Jedno i drugie - czyli rzecz o wychowaniu dzieci 

Rozmowa z dr Aleksandrą Piotrowską, psychologiem dziecięcym o wychowaniu dzieci, mitach utrwalonych wśród rodziców i silnych stronach książki Johna Mediny "Jak wychować szczęśliwe dziecko", które są efektem połączenia wiedzy naukowca z doświadczeniem podwójnego rodzica.

Czy w książce Johna Mediny znajdziemy odpowiedź na pytanie: jak wychować szczęśliwe dziecko?

dr Aleksandra Piotrowska: - Takiej recepty nigdzie nie znajdziemy. Gdyby jakaś książka aspirowała do tego, żeby być takim alpgorytmem i niezawodną receptą na wychowywanie – wszystko jedno – szczęśliwego czy nieszczęśliwego dziecka, to należałoby zmykać, gdzie pieprz rośnie i takiej książki nie kupować. Na szczęście w tej jest dużo więcej treści wartościowych, które sprawiają, że lepiej nie uciekać.

A czego można się z niej dowiedzieć?

- To jest książka dla dosyć uważnych i refleksyjnych rodziców. Jeśli ktoś lubi sobie często zadawać pytanie: dlaczego? A dlaczego mam postępować tak, a nie inaczej? A dlaczego zachowanie A jest zachowaniem niefortunnym, niedobrym, a zachowanie B jest jak najbardziej rekomendowane? Mnóstwo albo pełnych odpowiedzi, albo informacji, czasami drobnych, ale umożliwiających sformułowanie odpowiedzi na te pytania ta książka przedstawia. Myślę, że w tym głównie tkwi jej wartość. Nie w gotowych wskazówkach co robić, a czego nie robić, ile w rozumnym wywodzie, pozwalającym uprzytomnić sobie, co tak naprawdę się dzieje, kiedy wychowujemy człowieka.

Geny tylko po części kształtują przyszłego człowieka, olbrzymie znaczenie ma również to, w jakim środowisku on dorasta.

- Naturalnie. Gdyby zresztą tylko geny miały przesądzać o tym, kim się stajemy, to jakiekolwiek książki dotyczące wychowania byłyby bez sensu. Autor używa bardzo pięknych porównań. Mówi, że z jednaj strony ważne jest ziarenko, to nasionko, z którego coś ma wyrosnąć, a z drugiej strony - gleba. A więc znaczenie mają biologiczne predyspozycje, na które wpływu nie mamy, albo mamy w bardzo ograniczonym stopniu, na przykład sposób odżywiania się kobiety w ciąży czy tryb jej życia. Ale ważne jest też to, na co wpływ możemy mieć, jeśli tylko zadamy sobie trochę trudu, żeby być rodzicem myślącym, rodzicem refleksyjnym. Sama konkluzja tych dwóch głównych czynników rozwoju nie jest niczym nowym. Od setek lat trwa dyskusja „Nature or Nuture” czyli natura czy wychowanie, a XX wiek udzielił zdecydowanej odpowiedzi - i jedno, i drugie. W tej chwili właściwie stawiane pytanie to pytanie w jakim stopniu biologia odpowiada za coś w naszym stawaniu się człowiekiem, a w jakim stopniu wychowanie. Medina bardzo słusznie mówi, że te wpływy rozkładają się mniej więcej pół na pół. W zależności od sfery człowieka udział biologii czy wychowania może być większy lub mniejszy. Jednak żeby mieć do czynienia z w pełni udanym, świetnie rozwiniętym człowiekiem, potrzebne są zarówno dobre predyspozycje biologiczne, jak i dobre warunki oraz środowisko, w którym ten człowiek wzrasta. 

Autor nie rozpieszcza rodziców – zaznacza na wstępie, że przed nimi ciężka praca.

- A pewnie! Najprościej jest założyć, że „natura tak chciała”, albo „bóg tak chciał” – tu można wybrać co kto woli. Mamy określone biologiczne predyspozycje i nic nie da się z tym zrobić. Proszę zobaczyć jakie wygodne jest dla rodziców takie założenie. Dzieciak czegoś nie robi – cóż, to biologia mu na to nie pozwala, więc ja, jako rodzic nie mogę w to ingerować! Można wyjśc też z założenia, że środowisko nas kształtuje, ale tylko w ciągu pierwszych kilku lat naszego życia. W związku z czym ja, dorosły nie mogę się już zmienić. Jestem rodzicem raptownym i niecierpliwym – a trudno, taka się ukształtowałam. Proszę zobaczyć jaka to wygodna postawa. Nie wymaga od nas rodziców żadnej pracy nad sobą. Tak być nie powinno.

To co bardzo podoba mi się w tej książce i za co jestem autorowi naprawdę wdzięczna, to to że rozbija w pył wiele absolutnie fałszywych, ale bardzo utrwalonych wśród ludzi przekonań. Na przykład przekonanie o tym, że w ciągu kilku pierwszych lat życia przesądza się to jaki będzie człowiek - nieprawda, także my dorośli możemy w sobie coś pozmieniać. Czy przekonanie o tym, że w trosce o dobry rozwój mojego dziecka w przyszłości, już w początkach ciąży powinnam do płodu przekazywać jak najwięcej bodźców ze świata zewnętrznego - a zapachy, a dźwięki, a określony dotyk, bo wtedy mózg tego mojego dziecka będzie się wspaniale rozwijał. To są bzdury, na które nie ma najmniejszego naukowego dowodu i Medina to potwierdza. Rozbija w pył także takie domniemane cudowne efekty, jak na przykład efekt Mozarta. Proszę pomyśleć ile osób dało sobie wmówić to, że eksponując dzieci na oddziaływanie muzyki klasycznej, a już szczególnie muzyki Mozarta, stymulują jednocześnie ich mózgi?

John Medina nie tylko rozprawia się z mitami, ale podpowiada rozwiązania, które dla rodziców nie są oczywiste. Mówi np. o tym, że chcąc okiełznać emocje dziecka, należy okazać empatię…

- Błędem, który bardzo często popełniamy, wychowując dzieci jest wychodzenie z założenia, że dziecko nie może sobie pozwalać na okazywanie emocji, bo – „co mnie tutaj szczeniak będzie histeryzował swoim rykiem, albo innym typotem malutkich nóżek”. A przecież tak naprawdę emocje to najnormalniejszy w świecie, pełnoprawny kawałek naszej psychiki i u dziecka mają one określoną charakterystykę. Są gwałtowne, są bardzo silne, są niedostosowane do sytuacji. Nie można oczekiwać, że jakikolwiek autor, nie wiadomo jak mądrej książki da rodzicom szereg wskazówek, postępowanie zgodnie z którymi pozwoli im panować nad emocjami u dzieciak 3 czy 5 letniego. To jest fizycznie nimożliwe. Stąd apel autora o empatię w stosunku do dziecka, w stosunku to tego, jak dziecko przeżywa ten świat, na co w określonych sytuacjach zwraca poznawczo uwagę i co przeżywa. To postawa pełna szacunku wobec dziecka. Nie mylić z nadmierną pobłażliwością i rozpuszczaniem!

Dziecko jest więc małym człowiekiem, który po prostu nie do końca radzi sobie ze swoimi emocjami?

- Ze swoimi emocjami to my sobie nie do końca radzimy. Dziecko jest dopiero na początku drogi uczenia się tego. To procesy z natury swojej trudno poddające się kontroli, ze względu na ich specyficzne biologiczne uwarunkowanie. Kieruje nimi autonomiczny układ nerwowy, a on nie zależy od naszej woli i świadomości.

Co jest niezwykłego w tej książce? Dlaczego warto ją polecić?

- Ta książka jest rezultatem połączenia, z jednej strony dobrej współczesnej wiedzy dotyczącej biologii mózgu, z drugiej zaś dwukrotnego ojcostwa. I dopiero to połączenie teorii z praktyką daje gwarancję sukcesu. Bo Medina to nie tylko naukowiec, ale również rodzic, który w wielu sytuacjach nie wie jak postąpić, nie radzi sobie, próbuje korzystać ze swojej wiedzy, ale czasami też postępuje metodą prób i błędów, i dzięki temu dochodzi do dobrych rozwiązań. To też jest bardzo cenna strona tej książki.

Nie chciałabym sobie pozwolić na zapomnienie o jeszcze jednym aspekcie. Medina ma cudowne poczucie humoru, powiedziałabym takie brytyjskie w swojej naturze, nie amerykański. To w moich ustach bardzo duży komplement.

czwartek, 31 maja 2012

Rewolucja na talerzu - Agata Ziemnicka, Olga Kwiecińska - Kaplińska - recenzja

Rewolucja na talerzu to tytuł programu kulinarnego, który już od jakiegoś czasu można zobaczyć w TVN Style. Główne prowadzące Agata Ziemnicka (dietetyczka) i Olga Kwiecińska - Kaplińska przedstawiają ciekawe i nowe przepisy, na potrawy smaczne i stosunkowo niskokaloryczne. Próbują w sposób ciekawy uzmysłowić nam, iż gotowanie może być przyjemne, wcale nie pracochłonne, czasem nawet bardzo proste i sprawiać wiele radości. Program cieszy się dobrą oglądalnością. M.in z tego powodu powstała książka o tym samym tytule co program "Rewolucja na talerzu".

Książka ta składa się z kilku części. Pierwsza część to informacje teoretyczne dotyczące m.in:

• wpływu poszczególnych produktów na nasz wygląd, zdrowie oraz nasze samopoczucie,
• kupowania i przechowywania artykułów spożywczych, by nie traciły swoich wartości odżywczych,
• tego, których produktów używać, a których unikać by jeść smacznie i zdrowo.

W książce znajdziemy rozdział poświęcony odchudzaniu, czy choćby kilka słów o produktach takich jak mięso, ryby i owoce morza, nabiał, mąki i produkty mączne, warzywa, owoce czy zioła, jak również rozdział z którego dowiemy się praktycznych porad odnośnie przygotowywania potraw. Myślę, że taki teoretyczny wstęp do książki jest bardzo potrzebny i pozwoli nam łatwiej zrozumieć na czym nasza rewolucja na talerzu powinna polegać.

W dalszej części poradnika znaleźć możemy kilkadziesiąt różnych przepisów, które opatrzone zostały fotografią produktu czy potrawy, jak również informacją o tym ile kalorii dany produkt standardowo zawiera, oraz ile kalorii zawiera produkt proponowany przez autorki książki i tak np. Chleb - Kromka tradycyjnego chleba zawiera 90 kalorii, w wersji proponowanej przez autorki zawiera 70 kalorii - jak to możliwe? Tego dowiedzieć możecie się jedynie sięgając po książkę "Rewolucje na talerzu".

Wśród całej masy proponowanych potraw znaleźć możemy m.in przepis na schabowe w panierce, które nie musi mieć 950 kalorii, a może mieć jedynie 500, zapiekankę z cukinii i bakłażana z mięsnym sosem, która nie musi mieć 650 kalorii, a jedynie189 lub sernik pieczony w kąpieli wodnej, który nie musi mieć 350 kalorii, a jedynie150. To właśnie ta książka uświadomiła mi, iż czasem wystarczy przystanąć na chwilę i zastanowić się trochę nad produktem, który właśnie zamierzamy wziąć do ręki i poczekać jego zamiennika o mniejszej kaloryczności. Czasem wystarczy również zmienić kilka swoich przyzwyczajeń kulinarnych, by potrawy stały się mniej kaloryczne, i wcale nie musi się to łączyć z tym iż sama potrawa będzie gorsza czy mniej wyrazista, a czasem wręcz przeciwnie.

W książce "Rewolucja na talerzu" znaleźć możemy przepisy na pyszne śniadania, przekąski do pracy, obiady, desery i kolacje, których nie należy sobie wcale odmawiać. Myślę, że ta pozycja książkowa na rynku wydawniczym była potrzebna i zapewne znajdzie wielu swoich zwolenników. Na końcu książki znaleźć możemy dwa indeksy: jeden z nich gromadzi wykaz potraw i produktów, a drugi jest alfabetycznym spisem treści, który na pewno bardzo nam się przyda.

Książka nie jest przeznaczona wyłącznie dla Kobiet, jak niektórzy mogą pomyśleć. Jest to książka naprawdę dla wszystkich, niezależnie od płci czy wieku. Książka może być idealnym prezentem, bo mimo to, że wiele osób na forach internetowych przepisy z tej książki zamieszcza, to posiadanie tej książki w wersji papierowej myślę, iż jest wielką przyjemnością, tym bardziej, że jest ona wydana bardzo dobrze, na dobrym papierze i z ciekawymi ilustracjami. Czcionka jest też odpowiednio duża, by nie sprawić problemu w czytaniu nawet osobą starszym.

Moją rewolucję na talerzu uważam za udaną!


Książkę otrzymałam od:

niedziela, 6 maja 2012

Jerzy Knappe - zaprasza do stołu - recenzja

Po książkę „Zapraszam do stołu. Kuchnia Jerzego Knappe” sięgnęłam z ogromną przyjemnością! Na początek kilka wyjaśnień dla wszystkich tych, którzy nie do końca wiedzą kim autor książki jest. Jerzy Knappe – to postać fikcyjna, jeden z głównych bohaterów serialu „Przepis na życie”. W rolę Jerzego Knappe, utalentowanego kucharza, lubiącego niekonwencjonalne połączenia stylu i smaku, w serialu wcielił się Borys Szyc.

Książka ta została wydana przede wszystkim dla wszystkich fanów serialu „Przepis na życie”, ale również dla wszystkich tych, którzy lubią niebanalne przepisy kulinarne. Książka zawiera całe mnóstwo oryginalnych i ciekawych przepisów, które nie tylko bohaterowie serialu mają okazje na planie gotować i się ich aromatami delektować, ale przede wszystkim przepisy, które każdy z nas w zaciszu swojego domu może wypróbować.

Przepisy zostały podzielone na kilka rozdziałów, które tytuły wiele o każdym z nich mówią np. „Dania prosto z restauracji”, „Słodkości prosto od szefa kuchni”, „Moje gotowanie dla syna i z synem”, „Kuchnia samotnego wilka” czy choćby „To, co zawsze warto mieć”. W każdym z rozdziałów możemy znaleźć coś dla siebie. Oprócz samych przepisów i listy składników, książka zawiera również wiele cennych informacji przydatnych nam podczas gotowania, całe mnóstwo zdjęć nie tylko bohaterów serialu „Przepis na życie”, ale również samych potraw na których widok ślinka sama cieknie.

Pośród przepisów możemy znaleźć te z tradycyjnej kuchni polskiej, jak również potrawy włoskie czy śródziemnomorskie. Książka zawiera nie tylko wskazówki jak dania przygotować i przyrządzić, ale również jest w całości opowieścią o gotowaniu, smaku, o sposobie wyboru produktów i zapachu, który opisać wcale nie jest prosto
„Skoro mowa o ciastach... Kolejny przepis początkowo miał się znaleźć w rozdziale poświęconym daniom z resauracji, ale... Musi jednak być w tym miejscu. Uzywam w nim owoców granatu. Mówiłem wam już, że bardzo lubię granaty? Zwłaszcza, że od pewnego czasu maja dla mnie smak i zapach... miłości, po prostu”
Książka została wydana przez Wydawnictwo Literackie na bardzo dobrym papierze, więc będzie nam służyć długo, jest też idealnym pomysłem na ciekawy prezent dla bliskiej osoby. Na blisko 200 stronach możemy dowiedzieć się nie tylko sekretów kuchni Jerzego Knappe, ale również bliżej poznać upodobania kulinarne bohaterów serialu „Przepis na życie”. Tworzenie książek, które w jakiś sposób nawiązują do serialu czy filmu jest zabiegiem dość popularnym i chętnie wykorzystywanym przez wydawnictwa, problem jest jednak w tym, że gdy dany serial się kończy sprzedaż i zainteresowanie książką spada. Jednym z takich przykładów może być wydana na potrzeby serialu książka „Pamiętnik Brzyduli”. Podczas trwania tego serialu miała ona wielu zwolenników, wiele głównie młodych kobiet, chciało ją mieć. Teraz gdy o serialu już zapomniano o książce mówi się również coraz mniej i zapotrzebowanie na nią znacznie spadło. Na książkę z przepisami Jerzego Knappe jestem przekonana, że zapotrzebowanie będzie nie tylko podczas trwania serialu, ale i długo po nim, gdyż zawarte w niej przepisy są uniwersalne.

Myślę, że każda prawdziwa Pani domu, lubiąca nie tylko gotować czy piec, ale również eksperymentować w kuchni i dania tworzyć, powinna po tę książkę sięgnąć i książka ta powinna na dłużej w kuchni zagościć. Chciałam w recenzji skupić się na kilku ciekawych potrawach, które mogła bym szczególnie polecić, ale było mi tak ciężko wybrać, te kilka wyjątkowych, że zrezygnowałam. Każde z przepisów jest wyjątkowe i wybierając jedno czy kilka, pokrzywdziłabym resztę. Zatem jeśli jesteście odważne lub odważni i otwarci na nowe doznania kulinarne, zachęcam do przeczytania książki i wypróbowania m.in: Kaczki w rozmarynie ze świeżymi figami i octem balsamicznym, krewetki na białym winie z chilli, morzzarelli in carozza, czy choćby kruchego ciasta z kremem cytrynowym. Mniam!

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Literackiego:


sobota, 5 maja 2012

Gej w wielkim mieście - Mikołaj Milcke - recenzja


Gej w wielkim mieście” to pierwsza książka o tematyce gejowskiej jaką miałam okazję czytać. Zastanawiam się dlaczego? Pewnie dlatego, że polskim rynku wydawniczym, tak naprawdę wiele takich książek nie mam lub nie są dobrze promowane. W recenzji swojej postaram się nie skupiać na własnych poglądach na temat miłości dwóch mężczyzn do siebie, a raczej na samej treści książki i jej kształcie.

Mikołaj Milcke, który jest autorem książki posługuje się pseudonimem literackim i nie podpisał książkę własnym imieniem i nazwiskiem, bo jak twierdzi w przedmowie
Wszystko, o czym piszę, jest realne,a wiele z opisanych historii wydarzyło się naprawdę. Niektóre dialogi żywcem przepisałem na papier. Mam nadzieję, że autentyczność narracji sprawi, iż moja debiutancka powieść będzie Wam bliska, że wczujecie się w nią na tyle, by stać się jej częścią (..)” - str. 10
Z doświadczenia wiem, iż tego typu zabiegi, jak pisanie, że książka zawiera autentyczne przeżycia, a autor boi się ujaić swój wizerunek by nie zostać pognębiony czy wyrzucony z pracy, są stosowane dość często przez autorów i mają na celu głównie wzbudzić zainteresowanie czytelnika i chęć posiadania (kupienia) przez niego książki. Nie wiem, czy w tym przypadku to wyznanie, które możemy na początku książki przeczytać jest tylko zabiegiem marketingowym, czy prawdą, nie mniej jednak pochodzę do tego typy wyznać z dużym dystansem. Podobnie jak do wszystkich informacji, które mają być autentyczną notką o autorze (jego pseudonimie).

Bohaterem książki "Gej w wielkim mieście" jest młody chłopak, bezimienny na życzenie autora, który chciał jak twierdzi w ten sposób każdemu z nas pozwolić zidentyfikować się z tą postacią. Chłopak ten pochodzi z małego miasteczka, dość zacofanego intelektualnie i rozwojowo. On sam trafia na Uniwersytet Warszawski by tam podjąć naukę. Przygoda w Wielkim Mieście zaczyna się z dniem kiedy stopa chłopaka staje na dworcu warszawskim. To od tego momentu możemy śledzić przygody naszego bezimiennego bohatera, który jak łatwo z tytułu książki wywnioskować jest gejem. Bycie osobą homoseksualną i mieszkającą w małej wsi gdzie wszyscy chcą o wszystkich wszystko wiedzieć, nie jest łatwe. To właśnie mieszkając na wsiach najczęściej udajemy przed sąsiadami, przed panią sprzedawczynią w sklepie, przed księdzem w kościele, kogoś zupełnie innego niż naprawdę jesteśmy. Duże miasta jak Warszawa, dają możliwość bycia sobą i to właśnie w nich możemy się poczuć sobą, nie udawać kogoś, kim chcieli by inni byśmy byli. To właśnie w tym Wielkim Mieście nasz bohater odżywa i próbuje stać się kimś kim czuł, że jest choć nie dane mu to było uzewnętrznić gdy mieszkał w swoim małym rodzinnym miasteczku.

Przygody jakie spotykają naszego bohatera, jaki i dialogi rzeczywiście wydają się bardzo rzeczywiste i nie przesadnie ubarwione. Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko i z zaciekawieniem. Powieść potrafi rozbawić do łez, wzruszyć, czasem dać do myślenia, ale przede wszystkim poznać tak naprawdę życie człowieka, który mimo postępu czasu i naszego światopoglądu, jest nadal uważany przez naprawdę wielu, jako wyrzutek społeczeństwa. Bycie innym i umiejętność przyznania się do tego wymaga wiele odwagi. Czy nie zabraknie jej naszemu bohaterowi? Czy warszawskie życie jest tym wymarzonym rajem, o którym marzył chłopiec już od dawna, bo to ono miało być jego ziemią obiecaną?

Książka kończy się w taki sposób, że jestem przekonana iż powinna mieć swoją drugą cześć, myślę,  że niedługo o niej usłyszymy i z równym zaciekawieniem po nią sięgnę. Lubie książki oryginalne, a ta taka dla mnie była. Lubię książki o niebanalnej tematyce i ta właśnie książka moje oczekiwania spełniła. Czy jest to książka wyłącznie dla Gejów? Zdecydowanie nie. Myślę, że sięgnąć po nią powinno wielu ludzi, niezależnie od swoich poglądów na temat osób homoseksualnych.

Każdy z nas jest inny, różnimy się nie tylko fizycznie, ale również posiadamy różne poglądy, zainteresowania, mamy inne preferencje sexualne, żyjemy w różnych świtach, choć na jednej planecie ziemi. Książka ta uczy nie bać się inności i umiejętności pozbywania się strachu przed tą innością. Część ludzi zapewne po jej przeczytaniu lub nawet w jej trakcie poczuje się zbulwersowana, komentarze na temat tej pozycji, też na pewno będą różne i wielu nie będzie oceniać samej wartości książki, czy umiejętności pisarskich autora, lecz skupi się na ocenie preferencji sexualnych bohatera - tego jestem pewna.

Zastanawia mnie jednak, dlaczego autor, który poprzez książkę chce nas przekonać do tego, że INNY nie znaczy GORSZY, że inności nie powinniśmy się bać, i że przyznanie się do bycia gejem, choć ponosi za sobą różne konsekwencje, to nie powinniśmy się go bać - sam kryje się pod pseudonimem literackim, nie podając własnego nazwiska na okładce książki... To chyba trochę brak konsekwencji w działaniu. Oczywiście nikt z nas nie chodzi z koszulką z napisem: „Jestem hetero”, czy „Jestem lesbijką”. Chyba to nie o to chodzi, lecz skoro autor w książce podejmuje temat akceptacji siebie i umiejętności nie ukrywania przed światem tego kim się jest, to sam książkę podpisuje pseudonimem? Czy autor miał się czego obawiać? Czy rzeczywiście napisanie tej powieści pod własnym nazwiskiem niosło za dobą tak wiele konsekwencji? A może rzeczywiście dla wzbudzenia zainteresowania książką i zwiększenia jej sprzedaży, lepiej było napisać książkę pod pseudonimem? To przecież bardzo intryguje...

Fragmenty książki: dostępne na stronie =>TU<=
Recenzja została również umieszczona ba blogu: "Książki Moja Miłość"


piątek, 27 kwietnia 2012

Moje spotkanie z José Mourinho


Jako wierny kibic futbolu po książkę "Mourinho anatomia zwycięzcy" sięgnęłam z przyjemnością. Książka nie została napisana przez znanego na całym świecie trenera Realu Madryt, lecz przez Patricka Barclay. Ten dziennikarz i komentator sportowy pisał o piłce nożnej m.in dla "The Guardian, "the Independent" czy choćby "The Observer". Od 2009 roku był również głównym komentatorem piłkarskim "The Times". Jest również autorem biografii sir Alexa Fergusona "Football - Bloody Hel!".

Na pierwszych stronach książki możemy przeczytać m.in, iż "W założeniu miało to być rzetelne studium trenera piłkarskiego (..)". Biografia napisana przez Patricka Barclaya rzeczywiście nie jest powieścią o życiu i dokonaniach José Mourinho, a bardziej wnikliwym studium pełnym ciekawych przemyśleń, spostrzeżeń i analizy. Książka powstała praktycznie bez udziału Mourinho. W prawdzie dziennikarz przez jej napisaniem miał wielokrotnie okazję z trenerem rozmawiać to na kształt książki czy treść Mourinho wpływu nie miał.

Książka powstała dzięki kilkuletnim obserwacją dokonań trenera, jak również dzięki wielu osobą, które zgodziły się o bohaterze tej biografii opowiedzieć i podzielić się swoimi obserwacjami. Wśród osób, które miały wpływ na treść książki znaleźli się m.in: Patrick Viera czy Mark Halsey. Dodatkowe informacje autor biografii zaczerpnął z książki "José Mourinho: Made in Portugal"

Książka została podzielona na sześć części, a każda z nich zawierała kilka rozdziałów. Na przeszło 280 stronach biografii, zawarte zostało całe mnóstwo spostrzeżeń na temat trenera, jego taktyki, życia codziennego, rodziny, stosunków między nim a piłkarzami, innymi trenerami, działaczami UEFA, arbitrami i wreszcie samymi kibicami. Pierwszy rozdział książki moim zdaniem uważam za najmniej dopracowany. Jego czytanie sprawiło mi nie lada trudność. To właśnie m.in w tym rozdziale można było spotkać zdania, które ciągnęły się przez pół akapitu. Czytanie tego typu wielokrotnie złożonych zdań nie jest niczym przyjemnym i zanim dojdziemy do końca zdania zapominamy o jego początku np:
"Skorzystał nawet z okazji i uprawiał gierki z własnymi pracodawcami, wskutek czego - mimo wygranego meczu z Southampton - pierwszy tydzień kwietnia zdominowały w Chelsea doniesienia o tym, jak Kenyon oraz, rzecz jasna, Abramowicz usłyszeli, iż Mourinho (a) nie jest zadowolony ze stopnia poparcia klubu w jego sporach z UEFA, której członkowie skądinąd prywatnie skarżyli się na postawę przynajmniej jednego zaangażowanego w spór pracownika Chelsea, i (b) nie jest zupełnie przeciwny przedłużeniu kontraktu na wysoce atrakcyjnych warunkach" - str 71
Pozostałe rozdziały czytało się już znacznie lepiej choć i w nich pojawiały się mega długie zdania, którym końca nie było. Książka zawiera naprawdę wiele dokładnie opisanych i ważnych wydarzeń z życia trenera i klubów, którymi zarządzał. Czytanie jej przez prawdziwego fana nie tylko Realu Madryt, ale w ogóle piłki nożnej to nie lada gratka. Osobiście uważam, iż nie jest to książka na jeden wieczór. Mnogość informacji w niej zawarta sprawia, że czytanie jej to przygoda na dłużej. Nawet jeśli książkę skończymy czytać, to na pewno nie jeden raz do niej wrócimy, by na nowo spojrzeć na informacje w niej zawarte i odkryć ją raz jeszcze.

Biografia Anatomia zwycięzcy jest pozycją godną uwagi i mogę ja polecić. Zawiera ona kilka błędów językowych np:
"(...) z powodu zostawionego na podłodze buta, rzucić nim przez całą szatnie i rozciąć starannie wyepilowany łuk brwiowy Davida Beckhama (...)" - str. 37
"Zaszczepił swoim graczom niesamowitą pewność siebie i wiarę i chociaż zadanie to jest łatwiejsze, kiedy ma się najlepszych zawodników, tego samego dokonał w Porto" - str. 45
Niemniej jednak nie ma ich aż tak wiele, by znacznie zniechęcały nas do sięgnięcie po książkę. O José Mourinho z książki dowiemy się naprawdę wiele, nie tylko tych rzeczy, o których mogliśmy z gazet się dowiedzieć, ale również tych, o których opowiedzieć mogli tylko ludzie blisko związani z trenerem. Myślę, że książka została napisana naprawdę rzetelnie i nie miała na celu jedynie wychwalanie Mourinho, ale również pokazanie jego drugiego oblicza, które może niektórych zaskoczyć.

Polecam tę książkę prawdziwym fanom piłki nożnej. Książka może być idealnym prezentem dla każdego kibica. Na koniec kilka słów o wizualnym wyglądzie książki. Na okładce widnieje fotografia portretowa trenera, który twarz swą ma srogą, choć może nieco zatroskaną, myślę, że jest ona idealnie dopasowana do zawartości książki. Strony Anatomii zwycięzcy są z bardzo dobrej jakości papieru co sprawia, że nie musimy się obawiać o ich wyblaknięcie czy szybkie pozaginanie. Cena która widnieje na odwrocie książki to 35 zł. Na stronach księgarń można kupić ją już za 30 zł. Myślę, że jest to bardzo dobra cena jak za tak wartościowa i dobrze wydaną książkę. Na koniec dodam, że w książce znaleźć możemy również wiele kolorowych fotografii przedstawiających Mourinho w różnych okresach kariery.

Książkę otrzymałam od:




Akcja: Podziel się z nami - przemyśleniami - POLECAM



czwartek, 26 kwietnia 2012

Cud w medycynie.Historie pacjentów - Zapowiedź















Wydawnictwo Literackie poleca książkę Cud w medycynie. Historie pacjentów.



To przepełniona wzruszającymi świadectwami i intymnymi wyznaniami wielowątkowa opowieść o nierównej walce z chorobą.

Książka, która daje wsparcie 
i nadzieję, a także wiarę, 
że nic nie jest przesądzone.

 Historie ludzi chorych, którzy powrócili do zdrowia wbrew rokowaniom lekarzy. Opowieści o „cudach” przeżytych przez pacjentów, o ich walce z chorobą, nadziei lub jej braku, o ich własnej interpretacji wyzdrowienia, szans na które nie dawała medycyna. Co leczy, gdy bezradni są lekarze? Gdzie kończy się władza medycznej wiedzy, a zaczyna to, co niewyjaśnione?

Premiera: 17 Maja 2012